Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /data/www/system/linker.php on line 286 Hotele Dziadowa Kłoda

Strona główna

Hotele Dziadowa Kłoda

Polecamy pokoje 6 osobowy, 85 os.

Nocleg:
restauracje, odnowa spa, do plazy 2km, obiady i kolacje, barek z alkocholem, balkon, kuchnia, 2 łóżka 1 osobowe, place zabaw.

Walentyna Ciesielska - Guty Rożyńskie
447883464

Tematyka:


Polecamy również:

Biega po caym domu i szuka komnaty, Gdzie mieszka, dzieckiem bdc, przed dziesiciu laty. Wchodzi, cofn si, toczy zdumione renice Po cianach: w tej komnacie mieszkanie kobice? Kt by tu mieszka? Stary stryj nie by onaty, A ciotka w Petersburgu mieszkaa przed laty. To nie by ochmistrzyni pokj! Fortepiano? Na niem noty i ksiki; wszystko porzucano Niedbale i bezadnie; nieporzdek miy! Niestare byy rczki, co je tak rzuciy. Tu i sukienka biaa, wieo z koka zdjta Do ubrania, na krzesa porczu rozpita. A na oknach donice z pachncymi zioki, Geranium, lewkonija, astry i fijoki. Podrny stan w jednym z okien - nowe dziwo: W sadzie, na brzegu niegdy zarosym pokrzyw, By maleki ogrdek, ciekami porznity, Peen bukietw trawy angielskiej i mity. Drewniany, drobny, w cyfr powizany potek Pan Tadeusz 7 Adam Mickiewicz Poyska si wstkami jaskrawych stokrotek. Grzdki wida, e byy wieo polewane; Tu stao wody pene naczynie blaszane, Ale nigdzie nie wida byo ogrodniczki; Tylko co wysza; jeszcze koysz si drzwiczki wieo trcone; blisko drzwi lad wida nki Na piasku, bez trzewika bya i poczoszki; Na piasku drobnym, suchym, biaym na ksztat niegu, lad wyrany, lecz lekki; odgadniesz, e w biegu Chybkim by zostawiony nkami drobnemi Od kogo, co zaledwie dotyka si ziemi. Podrny dugo w oknie sta patrzc, dumajc, Wonnymi powiewami kwiatw oddychajc, Oblicze a na krzaki fijokowe skoni, Oczyma ciekawymi po droynach goni I znowu je na drobnych ladach zatrzymywa, Myla o nich i, czyje byy, odgadywa. Przypadkiem oczy podnis, i tu na parkanie Staa moda dziewczyna. - Biae jej ubranie Wysmuk posta tylko a do piersi kryje Weszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu... Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie. - Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie. - Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie... Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie. - Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste... Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia. - Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji... Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta. - Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie. - Chwileczke, dobrze? - poprosilam. Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania? - W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech. - Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi! - Dziekuje panu... - Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil? Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro. W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie. - Slucham? Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia? - Nie. - Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni? - To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki. - Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz? - Oczywiscie! - Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen... - Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu! - Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal. - Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku! - Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin? - Nie. Nie mam pojecia... - Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci! Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku. - Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila?