Strona główna

Domek letniskowy Mechelinki od plazy 400m

Domek letniskowy Mechelinki Grubińska Posiadamy noclegi 5 osobowy.
Cena 120 os.

Obiekt:
dyskoteka, basen, lozko dwu osobowe, balkon, łazienka, śniadania i obiadokolacje, do plaży 500m.

Domek letniskowy Grubińska - 170573254
Mechelinki ul.Leszno 130

Tematyka:


Polecamy również:

Weszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu... Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie. - Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie. - Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie... Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie. - Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste... Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia. - Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji... Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta. - Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie. - Chwileczke, dobrze? - poprosilam. Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania? - W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech. - Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi! - Dziekuje panu... - Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil? Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro. W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie. - Slucham? Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia? - Nie. - Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni? - To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki. - Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz? - Oczywiscie! - Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen... - Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu! - Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal. - Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku! - Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin? - Nie. Nie mam pojecia... - Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci! Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku. - Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila? Nie potrzebowa dalej mwi. Domylia si caej historii. Jasne teraz byo, skd znalazy si pienidze na ten dom, sklep i ziemi. Ale c? Nie byo to adn niespodziank. Zdziwia si tylko, e j niczym ta wiadomo nie poruszya. Waciwie powinna by si cieszy strachem i niepewnoci Litowki. Nie czua jednak niczego, co by cho za uamek radoci mogo uchodzi. Bya znuona, to wszystko. Znuona zmczeniem fizycznym, zwierzcym, wyprutym z jakichkolwiek uczu, chci, poda. Ostatnio coraz czciej wpadaa w taki nastrj. Nie chciaa go. Ale nie chciaa wwczas tylko, gdy by poza ni. W nim nie istniao tak lub nie. Czasem, gdy budzia si w rodku nocy przy boku przygodnego kochanka, ogarniao j przeraenie, tak nagle jasnym si dla niej stawao, i w chwili zdawaoby si wykluczajcej samotno bya w rzeczywistoci nie do wyraenia samotna. Samotna samotnoci najokrutniejsz, ktr kady czowiek musi raz przey, choby to miao na niego spa dopiero w godzinie mierci. Ale czy istnieje w yciu czowieka cokolwiek niezwykego - mylaa nieraz - co by jednoczenie nie zbliao ku mierci? Przy pewnym nateniu uczu, lub przy zamieraniu ich zbyt bezwzgldnym, zawsze mier zaglda nam w oczy. Przemkno jej przez gow szybkie wspomnienie: przed bardzo wielu latami przeya to odkrycie po raz pierwszy. Nie zdya cofn si. Zanim zdaa sobie spraw z czasu i z miejsca tej chwili, ujrzaa mroczny korytarz, ktrym biega na dwik dzwonka, drzwi otwierane, nage rozwidnienie si, a na schodach w penym wietle padajcym z okna na ppitrze posta modego legionisty. Jednoczenie przypomniaa sobie, e w kilka tygodni pniej mwia patrzc w oczy Pawa Siechenia: Kiedy zobaczyam ci wtedy po raz pierwszy, stao si ze mn co, czego jeszcze nigdy nie przeyam. Zanim spytae si, czy tu mieszkaj pastwo Podhaliczowie, patrzye na mnie chwil, pamitasz? To trwao bardzo krtko, ale mnie si wydao nieskoczenie dugo. Nie zdyam nawet dobrze ci si przyjrze. Spostrzegam tylko, e jeste bardzo blady i masz smutne oczy. Tylko tyle. Ale w cigu tej sekundy, zanim usyszaam twj gos, wydao mi si, e umieram. Nie, nie! - zaprzeczya szybko widzc pytanie w jego spojrzeniu. - To nie byo bolesne uczucie. Radosne te nie... - dodaa po chwili. - Tego w ogle nie da si nazwa. I jeszcze raz tamtego dnia przeya owo uczucie zamierania, gdy zdaje si, e dawne ycie ucieko, a nowe nie zdyo jeszcze nadej. Byo to wieczorem, na chwil przed zaniciem. Z krtkiej rozmowy wiele dowiedziaa si o nowym lokatorze swoich opiekunw. Przydzielono mu u nich kwater. By porucznikiem drugiej brygady. Niedawno, podczas walk w Karpatach, zosta ciko ranny, otrzyma postrza w lewe puco. Wanie wczoraj opuci szpital, lecz do cakowitego wyzdrowienia byo mu jeszcze daleko, nie wiedzia nawet, kiedy bdzie mg wrci na front... Gdy leaa w ciemnociach z zamknitymi oczami, syszaa za cian kroki porucznika. Nagle ucichy. I wtedy, ale jakby we nie i dlatego silniej jeszcze, przeya uczucie podobne do tego, ktre j przenikno w poudnie stojc w otwartych drzwiach. Majc oczy pene tych wspomnie, nie czua, e od kilku minut Litowka na ni patrzy. Z pocztku, chcc sprawdzi wraenie swoich sw, rzuci na Ann wzrok krtki i podejrzliwy. Ale gdy nie zauway w zarysie jej lekko pochylonej postaci adnej gwatowniejszej zmiany, uspokoi si. Uwierzya - przemkno mu przez gow. Tym lepiej. Jeli na staro zaczynaa podobnie gupie, dlaczego nie miaby dalej mwi? Korcio go, aby podzieli si z Ann swymi obawami w zwizku z osob Nawrockiego. Co znaczy jego miech? A te pytania tak lekko, niewinnie na pozr, bez adnej zdawaoby si ukrytej intencji rzucane? A to musi pan milcze? Nie, to niemoliwe - wydao si Litowce - aby Nawrocki mg si czegokolwiek domyla. Skd? Jakim sposobem mgby wpa na trop tych starych, przebrzmiaych historii? Udawa, e wie, o tak! to co innego, udawanie i wygrywanie na tym to staa policyjna metoda. Zaplta upatrzon ofiar w sie pyta, domylnikw, niespodziewanych skojarze, aby pniej w odpowiedniej chwili jednym rzutem zacisn ptl. Ale to nie ze mn! - umiechn si do nieobecnego wroga - ze mn nie pjdzie tak atwo. Jeszcze nie zna mnie. W tej samej jednak chwili zda sobie spraw, e jeli jest ju mowa o walce pomidzy nim a Nawrockim, to przecie pierwsze w niej kroki przyniosy niewtpliwy triumf posterunkowemu. To on przez cay czas growa spokojem, on umkn w por z do liskiego dla siebie terenu, jemu udao si z kolei uchwyci inicjatyw w swoje rce i najzaczepniejsze wypady przemyci pod mask niefrasobliwego i przyjaznego umiechu. Wspomniawszy swoje zachowanie, zwaszcza chwil, w ktrej tak nieopatrznie pozwoli sobie wyskoczy ze skry, Litowka znowu si zaniepokoi. Zrozumia, e dopki jakim umiejtnym posuniciem nie zaskoczy z kolei Nawrockiego, dopty ta pierwsza poraka ze zjadliw natarczywoci wciska si bdzie w kad rozmow z posterunkowym, w kad myl o nim. Zawsze bdzie ju stron skazan na bronienie si, wymykanie i kluczenie. A czy nie tego chcia Nawrocki? Czy nie tdy wiedzie droga do ostatecznego zapltania si i uwikania? Bezsilny gniew chwyci Litowk. Och, gdyby mg przychwyci tego szczeniaka, gagatka z adn buzi i delikatnymi apkami, wzi go w swoje obroty i rozprawi si po swojemu, raz na zawsze. Ba! tylko jak si do tego zabra? W duym miecie wiedziaby, co robi. Tam wystarczyaby nocna godzina, pusta ulica. Ale tu, gdzie wszystkie zdarzenia wypywaj na wierzch jak wzdte trupy wyparte wirami z dna rzeki? Zamyli si. A moe... taka noc jak dzisiaj, wiatr... moe Anna? Uderzony niespodziewanym pomysem, spojrza na ni. Siedziaa przed lustrem cigle odwrcona plecami, w taki jednak sposb przechylia gow, i nie ruszajc si mg ze swego miejsca dojrze profil. Wyranie rysowa si na tle rozstawionego pod cian parawanu, tylko wiato lampy padajc z boku poszerzao cokolwiek lini policzka. Dziki temu na pierwszy rzut oka twarz Anny wydawaa si obrzknita. Litowce zamary sowa, ktre mia na kocu jzyka. Uczu w sposb nieokrelony, e powinien natychmiast odwrci gow. Jednak nie mg oderwa oczu od siedzcej. Mia wraenie, e ulega niezrozumiaemu nakazowi, rwnie ohydnemu i przeraajcemu, jak obraz, ktry go natarczywie pociga. Musia patrzy. Twarz Anny, nienaturalnie nabrzmiaa i blada, robia wraenie umarej. A przecie ya. ya w bezsilnym opadniciu dolnej wargi, w oku jakby olepym, w tpym skurczu mini, ktrych napicie sparaliowao Litowce oddech. Widzia w swoim yciu wiele twarzy citych nienawici, ale w adn z nich nienawi nie wessaa si pitnem tak szczeglnym, jak w t, ktr mia przed sob. Przed wielu laty na froncie zobaczy pewnego dnia ludzi zatrutych gazami. Noc rozwietlon dalekimi byskami, wrd zowrogiej ciszy zbierano ich z pola. Na ziemi szarej, jakby przysypanej popioem, wtoczone w leje i wyrwy leay nieruchome, dziwacznie pokurczone ciaa o twarzach - gdy je owietlono - straszliwie zmienionych, zsiniaych, zastygych w natonym grymasie. Twarz Anny zdawaa si rwnie ulec zatruciu. Bya w niej ta sama upiorno, co w tamtych ludziach z okopw: zamazanie granic pomidzy nienawici, strachem i cierpieniem, wzajemne przeniknicie tych wszystkich uczu, milczcy osad, chd. Ciszy w pokoju aden szelest nie mci. To tylko dokoa, gr i bokami, wiatr bi z niezmienn zaciekoci, gwatowne i czarne przypywy napieray na ciany. Jak may i wty wyda si nagle Litowce dom! Jeszcze jedno silniejsze uderzenie i niby okrt zerwany z kotwicy zawiruje kruch upink wrd sprzecznych prdw, aby na olep zanurzy si w burzliwy odmt. Kto zatrzyma jego bieg? Wtem co mikkiego otaro mu si o nogi. To Makarek. Kopn go podraniony